13.10.16

Nie przywiązuj się do materialnych przedmiotów.

W obecnych czasach reklama perfekcyjnie zachęca do "sprawiania sobie radości" poprzez kupowanie kolejnych produktów. Dodatkowo każdy producent wie, że produkt dobry (dla producenta), to produkt nietrwały. Dlatego też jesteśmy przez korporacje i media nauczeni ciągłego obracania coraz to nowszymi przedmiotami.

Minimalizm w domyśle radzi odpuścić sobie pogoń za kolejnymi zamiennikami starych produktów, a co więcej, sugeruje, by przywiązywać się do tego co już posiadamy. W mojej opinii jest to całkiem dobre rozwiązanie (bo w końcu minimalistyczne), jednak można je udoskonalić. Jak? Poprzez całkowite nieprzywiązywanie się do przedmiotów.

Każdy ma takie rzeczy, które są z nim emocjonalnie związane. Niejednej osobie było niezmiernie przykro, gdy samochód zepsuł się definitywnie (ehhh... przeżywałem taką sprawę bardzo mocno!), albo gdy rozbił się telefon który upadł nieszczęśliwie na ziemię. To jasne, że takie przygody nie są przyjemne i bywają kosztowne ale ważne, by umieć bardzo szybko zauważyć, że utracone przedmioty to jednak tylko twory materialne i nie można zbyt długo (a najlepiej wcale) po nich płakać.

Każda rzecz ma określoną trwałość i nawet jeśli chcemy być pro-minimalistami i korzystać z jednej filiżanki, nie miejmy oporów wymienić ją na nową, jeśli ta stara mocno się już zużyła i przecieka. Oczywiście, są japońskie tradycje do łatania takich zniszczonych produktów, ale w mojej opinii nie wszystko nadaje się do zachowania za wszelką cenę. Przywiązanie do danego przedmiotu może być bowiem przeszkodą w upraszczaniu sobie życia. 

Minimalizm jest skuteczny, kiedy ułatwia, a nie utrudnia.

Ciągła wymiana wyposażenia kuchni jest równie niewłaściwa, jak uparte przywiązanie do kompletu wyszczerbionych, zużytych sztućców. Minimalizm pozwala odświeżać - czasami przez naprawę, czasami przez wymianę na nowsze, bądź nowocześniejsze!

Najważniejsze jest jednak to, by nie pozwolić sobie na przywiązanie do rzeczy. To ja, jako człowiek, mam decydować jak długo dany produkt będzie dla mnie użyteczny i ile uwagi i czasu jestem gotowy dla niego poświęcić. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza, gdy droga do minimalizmu zamienia się w drogę do skąpstwa... 

Minimalista wymienia zniszczone przedmioty.


2 komentarze:

  1. Tomku, a nie uważasz, że w tym wszystkim jest jeszcze potrzebny szacunek do świata. Takie bycie trochę eko. Bo każda moja filiżanka oznacza miejsce na wysypisku śmieci, oznacza ileś tam energii potrzebnej do wytworzenia, transportu itp. Bardzo trudno znaleźć mi złoty środek w tym wszystkim więc chętnie przeczytam Twoją opinię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, że trzeba zwracać uwagę na ślad jaki po sobie zostawiamy! Minimalizm w moim wydaniu bardzo powiązany jest z realnym dbaniem o ekologię, dlatego też nie pozwalam sobie na wymianę przedmiotów sprawnych na nowsze, tylko dlatego, że mam taką zachciankę. A ulubione kubki najczęściej służą aż do momentu, w którym przez nieuwagę uda mi się je rozbić ;)

      Usuń